Można bez ryzyka błędu przyjąć, że chorowaniu na nowotwór towarzyszy przeżywanie silnych, zmieniających się w czasie emocji, które kumulują się i potrzebują znaleźć ujście w różnych formach ekspresji. Nie wszystkie uczucia i emocje są w takim samym stopniu zrozumiałe dla doświadczającej ich osoby oraz nie wszystkie są akceptowane, co sprawia, że trudno się do nich przyznać nawet przed samym sobą. Zajmijmy się dzisiaj doświadczaniem żalu i poczucia krzywdy w związku z zachorowaniem na raka.
W bardzo trudnej emocjonalnie sytuacji znajdują się osoby, które prowadziły prozdrowotny styl życia, uczestniczyły w badaniach profilaktycznych czy świadomie dokonywały wyborów korzystnych dla zachowania zdrowia, a pomimo tego zachorowały na nowotwór. Przy powierzchownym oglądzie sytuacji może się wydawać, że podejmowane działania nie miały jakiegokolwiek znaczenia, co prowadzi do poczucia zawodu (starałam się), bezradności (nie wiem co wybrać), czy beznadziejności (czegokolwiek nie zrobię, nie mam wpływu). W takich sytuacjach kumulują się w nas uczucia i emocje, które muszą znaleźć ujście. W innym wypadku narastał będzie wewnętrzny ból i cierpienie oraz chroniczny stres, a to prowadzić będzie do utrzymywania się napięcia, niepokoju, strachu/lęku, złości, zagubienia, pustki, odrętwienia czy rozdrażnienia.
Poczuciu krzywdy niejednokrotnie towarzyszy żal adresowany do siebie, losu, Boga, innych ludzi. Co więcej nie zawsze mamy wystarczająco dobry wgląd w przeżywane emocje by odróżnić poczucie krzywdy od żalu, a poradzenie sobie z każdą nich nie jest jedynie aktem woli czy decyzji, lecz rozłożonym w czasie procesem (przepracowanie), co oznacza, że napięcie i dyskomfort wywołane przez nie może utrzymywać się przez dłuższy czas i obniżać poczucie jakości życia oraz jego komfort.
Co zatem możemy zrobić samodzielnie dla siebie? Kluczowe okazuje się nazwanie tego co się dzieje, dopuszczenie do świadomości wydarzeń, emocji, oddzielenie istoty siebie (własnej tożsamości) od przeżytych trudności, zadbanie o komfort ciała, które po rozpoznaniu choroby nie staje się naszym wrogiem oraz szukanie wsparcia w relacjach z innymi osobami i/lub w psychoterapii.
Uporanie się z poczuciem krzywdy i żalu to proces, który wymaga uważności, odwagi i czasu, ale jest niezbędny, by odzyskać spokój i zdrowe relacje ze sobą oraz z innymi, co przy długotrwałym chorowaniu i odzyskiwaniu zdrowia ma fundamentalne znaczenie dla naszego dobrostanu.
Sama świadomość odniesienia emocjonalnej rany nie wystarczy. Trzeba ją dla samego siebie nazwać i wskazać jej przyczynę: „czuję żal, bo…”, „czuję się zraniony, ponieważ…”.
Poczucie krzywdy boli. Często uderza w poczucie własnej wartości. Wiele osób zaczyna wówczas obwiniać siebie, negować sens leczenia, ponoszenia ubocznych skutków terapii, traci motywację do wytrwania w radzeniu sobie z chorobą. Żal też sprawia ból. Naturalnym zatem, mechanizmem jest ucieczka od tego bólu w działanie, w pracę, w ironię, w udawanie, że „już mnie to nie rusza”. Ale tłumione emocje nie znikają – one się kumulują. Czasem trzeba pozwolić sobie na płacz. Na złość. Na napisanie pełnego bólu czy buntu listu, którego nigdy nie wyślesz. Na wypowiedzenie na głos tego, co identyfikujesz wewnątrz siebie. Dla własnego zdrowia i komfortu psychicznego warto dać sobie na to przestrzeń i czas. Uwolnienie się od negatywnych uczuć i emocji związanych z chorobą może wymagać rodzaju wybaczenia sobie słabości, a organizmowi, że nas zawiódł.
Nie każdy, nie zawsze chce zajmować się swoimi trudnymi emocjami. Warto jednak pamiętać, że poświęcenie im uwagi pomaga lepiej zrozumieć samego siebie i uwalnia od przeżywanego napięcia, a zwłaszcza zmniejsza destrukcyjny wpływ trudnych i niechcianych emocji na naszą codzienność w chorobie i zdrowiu.